niedziela, 15 maja 2016

rozdział pierwszy || happened so fast and it hurt so much

Biegli, ledwo łapiąc kolejne wdechy. Chaldene spoglądała co jakiś czas w stronę Aleca, aby upewnić się, że z chłopakiem wszystko jest w porządku. Mogła biec dalej tylko wtedy, kiedy wiedziała, że jest bezpieczny, że wciąż są razem. Jednak nie martwiła się tylko o niego. W jej głowie pojawiało się mnóstwo twarzy i zastanawiała się, jak wiele z nich nigdy więcej już nie zobaczy. Właściwie nie mogła w to uwierzyć. Nigdy nie sądziła, że coś takiego im się przydarzy. Obóz Herosów był najbezpieczniejszym miejscem dla nich, a przynajmniej tak mówili nauczyciele, a także wszyscy inni. Teraz dziewczyna zastanawiała się, jak w ogóle mogli wciskać im coś tak irracjonalnego. Właśnie przez to, przez to idiotyczne przeświadczenie, że obóz jest nie do zdobycia, ich życia były zagrożone. I nic nie mogli z tym zrobić. 
Ponownie odwróciła się, aby zobaczyć, czy z jej przyjacielem wszystko jest w porządku. Jednak tym razem nie ujrzała go tam, gdzie powinna, Aleca w ogóle nie było w pobliżu, a przynajmniej tak jej się wydawało, dopóki nie zauważyła, jak wyskakuje zza jednego z drzew. Uspokoiła się. Była teraz zbyt przerażona, musiała wziąć się w garść i skupić. W tym wszystkim nie chodziło jedynie o ucieczkę. Później trzeba było się jeszcze odnaleźć, pozbierać po tym, razem. Chaldene miała ogromną nadzieję, iż nie okaże się, że tylko ona i Alec przetrwali. Nie. Taka opcja nie wchodziła w grę. Nie mogło być aż tak źle, a ona nawet nie chciała brać tego pod uwagę. Ktoś jeszcze musiał zostać przy życiu. 
Nie miała jednak czasu na zastanawianie się nad tym. Zanim zdążyła przebiec kolejne kilkadziesiąt metrów, drogę zagrodziło im coś, czego dziewczyna jeszcze nigdy w życiu nie widziała. Było ogromne, czarne, z czerwonymi szponami, gotowymi rozerwać wszystko, co tylko stało temu stworzeniu na drodze. Oczy istoty były niczym dwa gorejące rubiny. Każdy element aparycji tego monstrum sprawiał, że komunikat stawał się jasny. Trzeba było uciekać, jeśli chciało się zachować życie. Chaldene posłała przyjacielowi pełne niepewności spojrzenie, a gdy dostała znak, oboje rzucili się biegiem w bok, zanim jeszcze stworzenie zdążyło zaatakować w miejscu, w którym stała dziewczyna. Oboje wiedzieli, że kierują się w stronę obozu, chociaż właśnie od tego mieli uciekać. Nie było jednak żadnej innej drogi. 
Stworzenie udało się za nimi, jednak ze względu na swoje rozmiary, nie było w stanie biec, co działało na ich korzyść. Im bliżej Obozu Herosów się znajdowali, tym więcej ruin domków oraz martwych ciał swoich towarzyszy widzieli. Żadne z nich nie chciało na to patrzeć, tym bardziej, że wśród tych osób mogli znajdować się ich najbliżsi. Kiedy znaleźli się między polem do siatkówki, a Wielkim Domem, skręcili w lewo, udając się na ścieżkę. Wokół znajdowało się mnóstwo pobratymców tamtego stworzenia. Niektóre istoty były mniejsze, ale wciąż tak samo przerażające, z ciałami bez światła i czerwonymi szponami. W tym tłumie, oboje zobaczyli znajomą twarz. 
— Percy, żyjesz! — Chaldene podbiegła do swojego przyrodniego brata, przytulając go do siebie delikatnie. Odetchnęła z ulgą.
— Już myślałem że nigdy więcej…
— Nie mamy na to czasu! — błogą chwilę przerwał Alec. W dłoniach trzymał łuk, a jego mięśnie były napięte. Całe jego ciało było gotowe do tego, aby odpowiednio zareagować, gdy ktoś ich zaatakuje.
— Fanney — powiedziała dziewczyna, patrząc uważnie na Percy'ego. — Widziałeś ją?
— Tak, była ze mną… chwilę temu. Ale… jakieś stworzenie nas rozdzieliło. Ja pobiegłem tu, a ona w stronę Areny.
— W takim razie musimy po nią iść. Nie zostawię jej, jeśli istnieje chociażby cień szansy, że żyje. Poza tym dla nas zrobiłaby to samo!
Widziała, że Alexander nie był z tego powodu zadowolony. To nie tak, że nie zależało mu na dziewczynie. Jednak cała trójka wiedziała, jak bardzo niebezpieczne będzie zapuszczenie się w głąb obozu. Musieli to zrobić dla dobra Fay. 
— Dobrze, ale nie możemy się teraz rozdzielić. Biegnijcie za mną. Znajdujemy ją i uciekamy, nie patrząc się za siebie. Zrozumiano?
Nie odpowiedzieli mu, a jedynie przytaknęli, kiwając głowami.

_____________________________________________________

Podążając w stronę Areny, Chaldene starała się nie patrzeć w stronę domków, bo gdy to robiła, uświadamiała sobie coraz bardziej, że właśnie traciła jedyny dom, jaki miała i kiedy stąd uciekną, nie będzie miała już gdzie wracać. Dlatego kiedy usłyszała, że Fanney może jeszcze żyć, tak bardzo chciała ją uratować. Chciała zachować każdy skrawek domu, jaki jeszcze tu pozostał, a było ich tu naprawdę niewiele. Wszystko powoli obracało się w popiół. 
Byli w połowie drogi do Areny, kiedy zobaczyli, jak córka Apolla próbuje uciec od gigantycznego stworzenia, niezwykle podobnego do tego, które Chaldene i Alec spotkali wcześniej i zgubili. Mogli nawet przypuszczać, że była to dokładnie ta sama istota, ale nie to było teraz najważniejsze. Musieli coś zrobić, aby dziewczyna mogła uciec. Na szczęście dzięki temu, że wiele lat spędzili, trenując razem, rozumieli się właściwie bez słów. 
— Dobra, plan jest taki — Alec odwrócił się w ich stronę, biorąc wdech. — Zwrócimy na siebie jego uwagę, a potem pobiegniemy prosto do rzeki. Wiecie, co będziecie musieli zrobić, kiedy się tam znajdziemy.
— Jasne, zrobimy, co będzie trzeba — dzieci Posejdona przytaknęły, a później cała trójka ruszyła w stronę przerażającego stworzenia. Alec wypuścił strzałę w stronę istoty, która chociaż trafiła je w pierś, to tak szybko, jak się w niej znalazła, tak samo szybko zniknęła. Jednak to podziałało, ponieważ monstrum przestało skupiać całą swoją uwagę na Fanney. Zwróciło się do nich i ryknęło, przyprawiając Chaldene o szybsze bicie serca, spowodowane strachem. Bała się. Chciała stąd uciec.
— Biegnijcie! — wrzasnął Alec, widząc, jak stworzenie robi w ich stronę pierwszy krok. Ruszyli, a Fay zrównała się z nimi, więc teraz w czwórkę starali się ujść z życiem, kierując się w stronę rzeki.
Chaldene mogła śmiało powiedzieć, że to nie była ta sama istota, którą spotkali wcześniej. Tamten nie był w stanie biegać, a ten okaz pomimo swoich rozmiarów, całkiem sprawnie sobie z tym radził. Dlatego musieli przyśpieszyć, nawet jeśli dla nich ten bieg stawał się powoli wyczerpujący. Mieli jednak wybór. Albo to, albo śmierć.
Gdy dotarli do rzeki, rudowłosa spojrzała na swojego przybranego brata. 
— Zrobimy to na trzy, dobrze? — powiedziała, a chłopak kiwnął głową. Oboje wyciągnęli ręce w stronę rzeki. — Raz! Dwa! Trzy! — kiedy jej usta opuściło ostatnie słowo, wykonali ruch obiema rękoma z prawej do lewej, a woda zrobiła dokładnie to samo, opuszczając koryto rzeki i tworząc potężny wir wodny, który uderzył w ogromne stworzenie. Siła uderzenia była tak duża, że istota została powalona na ziemię, co dało im czas na ucieczkę.
— Możemy spróbować tego, co ostatnio ćwiczyliśmy, Chal — oznajmił Percy, kiedy wszyscy przeprawiali się przez rzekę. — Wiesz, tego…
— Tak, spróbujmy — kiwnęła głową. Kiedy znaleźli się po drugiej stronie rzeki, stanęli, w przeciwieństwie do Aleca i Fanney, którzy zaczęli biec dalej. Jednak kiedy zorientowali się, że Chaldene i Percy'ego nie ma przy nich, przystanęli i odwrócili się.
— Co wy robicie?! — zapytała dziewczyna. — Chyba nie chcecie…
— Nie — ucięła szybko córka Posejdona. — Idźcie dalej. Zaraz do was dołączymy.
Córka Apolla spojrzała na Aleca, jakby chciała, żeby ją poparł i coś powiedział, ale on milczał. Po chwili odwrócił się i tak jak dzieci Władcy Morz im kazały, zaczął biec dalej. Fay ruszyła za nim, postanawiając zaufać swoim przyjaciołom. 
— Zbliżają się… — zauważyła Chaldene, rozglądając się. Z obozu zostawało coraz mniej, więc nic dziwnego, że te stworzenia zaczęły się nimi interesować, jeśli wokół nie było już niczego innego, co można byłoby zniszczyć. — Zrobimy tak jak ostatnio, na trzy — zakomunikowała. Ponownie zwrócili dłonie w stronę rzeki, a gdy usta dziewczyny opuściła umówiona liczba, woda wróciła pod ich panowanie. W tym samym czasie przesunęli ją, tworząc ścianę wody, którą każdy z nich miał po swojej prawej stronie. Kiwnęli do siebie głowami i zanim jedna z kreatur rzuciła się na nich, puścili się biegiem, doganiając swoich towarzyszy. Teraz cała czwórka miała zapewnioną ochronę z tyłu i po bokach, a Alec uważał jedynie, aby coś nie zaatakowało ich z góry. Musiał przyznać, że akurat to im się udało. Wyglądało na to, że tamte stworzenia nie potrafiły latać. Mogli więc względnie bezpiecznie udać się poza tereny Obozu Herosów, do którego już nigdy mieli nie wrócić.

_____________________________________________________

Chaldene nie miała pojęcia, jak właściwie znaleźli się na ulicach Nowego Jorku. Pewne było jednak to, że zostawili za sobą cały ten koszmar, który rozgrywał się teraz w Obozie Herosów, a raczej w tym, co z niego zostało. Jednak nie było tam już niczego, co można byłoby skończyć – miejsce to umarło wraz z chwilą, w której cała czwórka je opuściła. Inni herosi albo już nie żyli, albo uciekli wcześniej czy później. Oznaczało to, że póki co wszyscy byli pozostawieni sami sobie, chociaż oni przynajmniej mieli siebie. Córka Posejdona była wdzięczna losowi za to, że udało im się odnaleźć wśród chaosu. Nie miała pojęcia, co powinni zrobić teraz. 
— Potrzebujemy pieniędzy — Alec jak zwykle miał gotową odpowiedź na każde pytanie. Jednak Percy patrzył na niego, zszokowany.
— Jak możesz myśleć o pieniądzach w takiej chwili?! Nasi przyjaciele, nasi bracia, oni…
— Nie, on ma rację — rudowłosa ucięła dyskusję, rozglądając się po ulicy. Wyróżniali się spośród innych przechodniów. Większość z nich była jednak typowymi ignorantami, dlatego nie każdy posyłał w ich stronę zdziwione spojrzenia. Jednak nawet ci myśleli pewnie, że dzieciaki po prostu bawiły się w przebieranki. — Musimy wtopić się w otoczenie. Obóz nie został zaatakowany bez powodu. Bardzo możliwe, że będziemy ścigani.
— Ale nie możemy tak po prostu zostawić naszych przyjaciół! — Fanney przyłączyła się do Percy'ego, nieprzekonana przez słowa Aleca i Chaldene. — Skoro tak mówicie, oni również mogą być ścigani! Powinniśmy połączyć swoje siły, jeśli chcemy przetrwać.
— Właściwie przydałaby nam się pomoc — córka Posejdona przybrała wyraz twarzy, który jasno mówił, że zastanawia się nad propozycją swoich przyjaciół. — Alec? — spojrzała na chłopaka, chcąc wiedzieć, co on o tym sądzi.
— Możemy ich poszukać drogą na skróty. Chaldene, ty i Percy moglibyście ich… wyśledzić, że tak powiem.
— Och, rozumiem, o co chodzi. Tylko, że nie robiliśmy tego nigdy wcześniej. Nie wiem czy w ogóle ktokolwiek robił to przez ostatnie dziesięć lat, jak nie więcej — odparła, przeczesując palcami włosy. — Nie ma gwarancji, że nam się uda.
— Warto spróbować — powiedział Percy. W jego oczach można było ujrzeć determinację. Jeśli był w stanie pomóc innym herosom, nie zastanawiał się długo. Przepchnął się przez tłum, docierając do pierwszego zaułka, jaki tylko napotkał. Reszta ruszyła za nim.
— Nie wiem dokładnie, jak to działa, ale powinniście się złapać za ręce i skupić na energii innych herosów — poinstruował ich Alec, gdy już schowali się przed spojrzeniami innych osób.
Chaldene wzięła porządny wdech, to samo zrobił zresztą jej przybrany brat. 
— Gotowa? — spytał, a dziewczyna skinęła głową. Złapali się za dłonie i przymknęli oczy. Ich myśli zaczęły krążyć wokół ich przyjaciół, kolegów, nawet tych herosów, których znali jedynie z widzenia. Nie mieli pojęcia, ile czasu minęło, ale w pewnym momencie oboje zobaczyli ten sam obraz – zatłoczony klub, głośna muzyka, a wyżej grupa herosów, rozmawiających i śmiejących się, żywych. Gdy wizja minęła, odsunęli się od siebie.
— Chal, znasz to miejsce? — głos Percy'ego był nieco spokojniejszy niż wcześniej, ponieważ wiedział, że przynajmniej niewielka część jego braci i sióstr była bezpieczna. 
— Nigdy nie byłam tam osobiście, ale wiem, o kogo będziemy musieli tam zapytać — odpowiedziała, ocierając kroplę potu, która spływała po jej skroni. Odetchnęła.
— Co? Kogo… co tam zobaczyliście? — Fanney wyglądała na nieco przestraszoną. Patrzyła na dzieci Posejdona, domagając się odpowiedzi.
— Balthazara Sorensona — odpowiedziała Chaldene, zaciskając usta w wąską linię. Widząc twarze swoich przyjaciół, dodała: — Tak, tego syna Hekate.

____________________________________________________________________________
Ostatnio mam trochę spraw na głowie, dlatego rozdział pierwszy zostaje dodany z pewnym opóźnieniem. Sama nie wiem, co mam o nim myśleć. Opisywanie akcji nigdy nie było moją mocną stroną, ale trening czyni mistrza, więc obym pod koniec tego opowiadania wyrobiła się na tyle, aby dało się to czytać. Blog został nominowany jako blog miesiąca tutaj, więc jeśli ktoś zostawi swój głos, będę bardzo wdzięczna. I tak jestem już bardzo zadziwiona faktem, że pojawiło się tam aż 8 głosów! Dopiero co wystartowałam z blogiem, a już widzę tyle pozytywnego odzewu z waszej strony, że aż trudno mi się nie uśmiechać. Bardzo wam dziękuję! Przepraszam jednak z góry wszystkich, którzy liczą na opowiadanie, które będzie ściśle związane z książkami/filmami - zbyt wiele kanonu tu niestety nie uświadczycie. A w następnym rozdziale poznamy ostatnio z głównych bohaterów, już nie mogę się doczekać. <3

6 komentarzy:

  1. Myślałam, że opuściłaś tego bloga :)
    Pozwól, że skomentuję jutro
    *zaklepuje miejsce*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. SUSAN JAK MOGŁAŚ!!!

      Usuń
    2. Przykro mi Sajdi - lajf is brutal.
      Ekhm...
      No więc - skomentowałam prolog (nie wiem czy widziałaś, więc zajrzyj sobie) ale zapomniałam pochwalić tam twojego szablonu, który jest tak piękny, że aż dech w piersi zapiera (serio).
      Akcja, akcja i akcja! To lubię!
      Czy oni maja coś do Baltazara, czy mi się tylko wydaje? Bo kurka coś chyba z nim mieli spinę czy coś.
      Ogólnie rozdział świetny, trzyma w napięciu. Wszystko toczy się szybko i płynnie - pogratulować!
      Chyba nie mam nic więcej do dodania.
      Weny!
      Susan Kelley ♥
      http://thestoryofnewgeneration.blogspot.com/

      Usuń
  2. Och, matko ile akcji. Czytało się przyjemnie przed snem :D Zachęcający rozdział, aż się nie mogę doczekać drugiego. Alec jest kociaczkiem i go pragnę. Wiesz, że dobrze piszesz i wiesz, że fajne rzeczy wymyślasz to czo ja mam Ci mówić? Spitalam tylko spać i życzę wenki <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Okay, mam chwilę by skomentować.
    Kobieto? Jak możesz w ogóle pisać, że nie umiesz opisywać akcji? Znajdę Cię i siłą przekonam, że umiesz! Cały rozdział jest dynamiczny i ogólnie... logiczny (co jest serio dużym plusem, patrząc jak niektóre ff wariują wokół fabuły, a nie skupiają się na tym co przydatne i rzeczywiste - te pieniądze xD)
    Kanon zerwany? Super. Powiedz, że nie będzie Annabeth, proszę, proszę, proszę, proszę!!!
    Ogólnie fabuła mnie zainteresowała na tyle, że skręcam się z ciekawości w jakim piekiełku umieściłaś te dzieciaczki :3
    Podoba mi się relacja między Percy'm a Chaldene, szczerze mówiąc liczę na jakieś siostrzano-braterskie akcje jedności czy coś XD Bo przecież nie samymi parringami żyje człowiek!
    Sama nie wiem co pisać. Z tego co widzę warsztat masz zajebisty. No 15/10 xD
    (ha! teraz moim numero uno będzie zabawa w szukaniu u Ciebie najmniejszych błędów, bo no jak to, nie można tak przecież świetnie pisać! nie no, żarcem trochę...)
    Mam nadzieje, że kolejny rozdział pojawi się szybciej!
    Trzymaj się, weny! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Zgadnij kto oddał na Ciebie pierwszy głos w ankietce na KB! :D Hłehłe, muszę pochwalić się takim refleksem XD

      Usuń