środa, 6 kwietnia 2016

Prolog || we played hide and seek in waterfalls

Nie mogła oddychać.
Przeskoczyła nad gałęzią, wystającą spod ziemi. Gdyby teraz upadła, mogłoby się to skończyć tragicznie. W tym momencie była wdzięczna swoim naturalnym instynktom i wyuczonym ruchom mięśni, bo nie musiała właściwie zastanawiać się nad tym, co robiła. Jej ciało samo robiło to, co musiało być zrobione, aby mogło przetrwać. Mózg dziewczyny nie był jednak w stanie się nad tym zastanawiać, zajęty zupełnie innymi myślami. Nie mogła przejmować się swoją przyszłością, jeśli życie jej przyjaciół było zagrożone. Co najgorsze, nie miała pojęcia, gdzie są. Rozglądała się, ale wokół mogła zobaczyć tylko ogień, trawiący wszystko wokół, uciekających obozowiczów i potwory, których nie widziała nigdy na oczy. Gdyby miała opisać to jednym słowem, nie zastanawiałaby się długo. To był koszmar.
Z trudem łapała oddech.
Wiedziała, że nie może przestać biec. To nie mogło się stać, gdyby się zatrzymała, mogłaby nie przeżyć następnych dziesięciu minut. Na samym początku chciała walczyć, ale to nie było możliwe. Nawet ona miała świadomość tego, że gdyby zostali tutaj, wszyscy by zginęli. Siła ich przeciwnika była zbyt ogromna, a oni nie mieli pojęcia, z kim tak właściwie się mierzyli. Nienawidziła uciekania, czuła się teraz jak tchórz, ale nie było innego wyjścia. Tym razem musiała posłuchać rozkazu nauczycieli, którzy jasno i otwarcie powiedzieli im, że mają biec. Dlatego biegła. Bo to były ostatnie słowa tych, którzy od lat wskazywali im drogę i uczyli ich. Pokazywali, jak przetrwać. Kiedy sobie uświadomiła, że już nigdy nie odbędzie żadnej lekcji ze swoimi mentorami, zachciało jej się płakać. 
Wzięła głęboki wdech. 
Słyszała krzyki za sobą, przed sobą, dosłownie wszędzie. Miała wrażenie, że w każdym miejscu, w tym przeklętym lesie, ktoś gdzieś woła o pomoc, której ona nie mogła nikomu udzielić. To uczucie bezsilności było najgorszym, co czuła w swoim życiu. Jak coś takiego w ogóle mogło się dziać? Obóz miał być najbezpieczniejszym miejscem dla nich, a jednak właśnie zostali zaatakowani i ginęli, nie mogąc nawet walczyć ze swoim przeciwnikiem. Dwa razy widziała, jak jakiś półbóg zostaje zabity, ot tak, jak gdyby nic nie znaczył dla tego świata. Lata treningów zdały się na nic. Gdzie, do cholery, byli ich rodzice, kiedy ich dzieci były mordowane w taki sposób?!
Na krótką chwilę przestała oddychać.
Ktoś podciął jej nogi, a ona upadła na ziemię, czując ból na całym swoim ciele. Chciała się podnieść, ale kiedy tylko spróbowała to zrobić, poczuła, jak ktoś przyciska ją stopą do ziemi. Nie mogła odwrócić wystarczająco głowy, ale kątem oka mogła dostrzec napastnika. Wyglądał dla niej jak cień, co wydało jej się niesamowicie dziwne. Wiedziała jednak, że w stanie, w którym była, mózg mógł płatać jej figle. Nie myślała racjonalnie, widziała różne rzeczy, które wcale nie musiały być prawdą. Jednak to, czego mogła być pewna to fakt,  iż właśnie został na nią podpisany wyrok. To był koniec. 
Wstrzymała oddech.
W momencie, w którym przymknęła oczy, czekając na to, co się wydarzy, nagle poczuła, jak ucisk na jej plecach znika. Mogła się podnieść i to właśnie zrobiła. 
— Alec! — krzyknęła. Odetchnęła z ulgą, kiedy zobaczyła swojego przyjaciela, względnie całego i zdrowego. Nie wyglądało na to, aby był poważnie zraniony. — Dziękuję.
— Żaden problem. A teraz chodź — po tych słowach chłopak rzucił się do biegu, a ona zrobiła to samo, dosłownie kilka sekund później. — Masz pojęcie, co tu się dzieje?!
— Żadnego! Ale musimy uciekać! To nie jest coś, z czym możemy walczyć!
Alec nie powiedział już niczego więcej. Zresztą wcale nie musiał. Oboje wiedzieli, że właśnie tracą jedyny dom, jaki posiadali.

____________________________________________________________________________
Witam serdecznie każdego, kto przebrnął przez ten prolog! Mam nadzieję, że go nie sknociłam, a jedynie zachęciłam do czytania przyszłych rozdziałów. Na razie nic nie zdradzam, nic nie mówię, bo nie mogę. Życzcie mi przede wszystkim większej ilości wolnego czasu, a także silnej woli. Tymczasem zapraszam do regularnego zaglądania tu, chociaż rozdziały będą pojawiać się z pewnością nieregularnie. Do następnego!